poniedziałek, 28 października 2019

CYKL - PANI KASIU... - "Pani tu tak na stałe?"





Kolejny cykl, w którym pojawią się autentyczne pytania moich Gości z poprzednich sezonów. Od razu zaznaczam – nie chodzi ani o ironię, ani o wywyższanie się posiadaną wiedzą, bo (zawsze to powtarzam) NIE MA GŁUPICH PYTAŃ, a każde pytanie prowokuje do ciekawej dyskusji. 


Czy ja tu tak „na stałe”? I tak, i nie. Na Bałkanach mieszkam już dobrych parę lat; dawniej z przerwami, teraz już „na dłużej”. Ze względów osobistych i zawodowych mieszkałam w Serbii i Czarnogórze, w Albanii i Kosowie tylko bywając. Teraz jest odwrotnie – lato spędzam w Sarandzie, a zimę w Prisztinie, a po innych częściach Bałkanów podróżuję prywatnie. 


Zanim trafiłam na Bałkany, pracowałam jako pilot dla różnych biur i nie znałam żadnego z lokalnych języków. Moje studia humanistyczne dały mi świetną bazę, ale nie były bezpośrednio związane ani z turystyką, ani z regionem. Poza tym wydawało mi się, że po angielsku, niemiecku czy rosyjsku można się wszędzie dogadać. O jak się myliłam! Szczególnie że (gdy w końcu trafiłam do Czarnogóry) zazwyczaj jeździłam z kierowcami, którzy mówili tylko po serbsku czy albańsku. Chcąc nie chcąc, musiałam szybko rozpocząć naukę języka, w czym najbardziej pomogły mi ogłoszenia w gazetach i piosenki o tekstach porównywalnych do naszego disco polo. 

Co tu dużo mówić… może życie na Bałkanach nie było od początku zaplanowane, ale w tym klimacie zakochałam się od pierwszego wejrzenia, dlatego mogę zdecydowanie odpowiedzieć – „tak, na stałe”. Może niekoniecznie w samej Sarandzie, bo nie wyobrażam sobie zimy bez Kosowa, ale na Bałkanach – na pewno. Poza tym znajomi żartują, że powoli staję się prawdziwą Albanką, bo ze wstydu przed sąsiadami co dwa dni myję balkon i zawsze mam w domu spory zapas wody na wypadek przerwy w dostawie.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz