Kolejny cykl, w którym
pojawią się autentyczne pytania moich Gości z poprzednich sezonów. Od razu
zaznaczam – nie chodzi ani o ironię, ani o wywyższanie się posiadaną wiedzą, bo
(zawsze to powtarzam) NIE MA GŁUPICH PYTAŃ, a każde pytanie prowokuje do
ciekawej dyskusji.
Czy ja tu tak „na stałe”? I
tak, i nie. Na Bałkanach mieszkam już dobrych parę lat; dawniej z przerwami,
teraz już „na dłużej”. Ze względów osobistych i zawodowych mieszkałam w Serbii
i Czarnogórze, w Albanii i Kosowie tylko bywając. Teraz jest odwrotnie – lato spędzam
w Sarandzie, a zimę w Prisztinie, a po innych częściach Bałkanów podróżuję
prywatnie.
Zanim trafiłam na Bałkany,
pracowałam jako pilot dla różnych biur i nie znałam żadnego z lokalnych języków.
Moje studia humanistyczne dały mi świetną bazę, ale nie były bezpośrednio
związane ani z turystyką, ani z regionem. Poza tym wydawało mi się, że po
angielsku, niemiecku czy rosyjsku można się wszędzie dogadać. O jak się
myliłam! Szczególnie że (gdy w końcu trafiłam do Czarnogóry) zazwyczaj jeździłam
z kierowcami, którzy mówili tylko po serbsku czy albańsku. Chcąc nie chcąc,
musiałam szybko rozpocząć naukę języka, w czym najbardziej pomogły mi
ogłoszenia w gazetach i piosenki o tekstach porównywalnych do naszego disco
polo.
Co tu dużo mówić… może życie
na Bałkanach nie było od początku zaplanowane, ale w tym klimacie zakochałam
się od pierwszego wejrzenia, dlatego mogę zdecydowanie odpowiedzieć – „tak, na
stałe”. Może niekoniecznie w samej Sarandzie, bo nie wyobrażam sobie zimy bez
Kosowa, ale na Bałkanach – na pewno. Poza tym znajomi żartują, że powoli staję
się prawdziwą Albanką, bo ze wstydu przed sąsiadami co dwa dni myję balkon i zawsze
mam w domu spory zapas wody na wypadek przerwy w dostawie.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz