Pokazywanie postów oznaczonych etykietą avash avash. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą avash avash. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 stycznia 2020

CYKL - PANI KASIU... - "Jak oni tu jeżdżą?!"





Fantazja Albańczyków za kierownicą (wbrew pozorom) wcale nie powoduje wielu wypadków. Dlaczego? To proste – tu jeździ się intuicyjnie i zgodnie z logiką. Przede wszystkim trzeba dostosować się do bieżącej sytuacji na drodze, niekoniecznie do znaków. Wystarczy obserwować, jak zachowują się inni kierowcy i nabrać trochę pewności siebie. Nie znaczy to, że żadne zasady nie obowiązują.






Naczelna zasada, która nie zależy od gabarytów pojazdu ani jego marki, to – KSIĘŻNICZKI MAJĄ ZAWSZE PIERWSZEŃSTWO! Krowy, kozy, owce  czy osiołki wcale nie mają obowiązku usunąć się z drogi. My musimy cierpliwie („avash avash!”) poczekać, aż łaskawie skierują się w inną stronę.  Dotyczy to zarówno ulic miejskich, jak i małych dróg wiejskich. Bywa że i piesi zaliczają się do „księżniczek” (szczególnie w Tiranie), ale to raczej objaw braku wyobraźni. 





Co z tym pierwszeństwem? W dużych miastach zazwyczaj sprawę upraszcza sygnalizacja świetlna, ale próżno jej szukać na przykład w Sarandzie. Pierwszy jedzie ten, któremu bardziej się spieszy i po prostu jest bardziej zdecydowany. Niestety kierowcy nie ułatwiają sprawy i rzadko korzystają ze świateł kierunkowych. Tu trzeba zdać się na wyczucie i pewnego rodzaju jasnowidztwo. 






Legendarne albańskie ronda to temat przewijający się na wszystkich forach o kraju. Nic dziwnego – dla turysty z zewnątrz wyglądają jak jeden wielki chaos, będąc dowodem na dzikie obyczaje. Ale patrząc na sytuację rozsądnie – czy naprawdę mamy czekać, aż autobus odblokuje nasz pas ruchu, kiedy drugi jest wolny i akurat nie ma na nim innego pojazdu? A co w wypadku, gdy ktoś pobiegł do sklepu po byrek i zostawił samochód na światłach awaryjnych przy rondzie? Przecież możemy przejechać bez problemu, cóż że pod prąd… Może dla mieszkańców innych części Europy to brzmi jak zasady rodem z Somalii, ale jednak ten system się sprawdza! Dlaczego? Bo nikt tu się nie denerwuje, „avash avash”… A klaksonem można się pozdrowić, a niekoniecznie kogoś poganiać, wykrzykując nerwowo „kto im dał prawo jazdy?!”.


To prawda że prawo jazdy w Albanii można zrobić na dwa sposoby – przejść kurs i zdać egzamin albo zapłacić więcej i dostać dokument prawie od ręki. Jednak prawdziwym sprawdzianem są albańskie drogi, na których nawet sami Albańczycy bywają zestresowani (Przełęcz Muzina zimą, podjazd na Zamek Lëkurësi itd.), dlatego trzeba mieć dobrze opanowaną umiejętność manewrowania pojazdem w różnych warunkach, a tu potrzebne jest doświadczenie. Niekoniecznie duży może więcej. Kto widział, jakie cuda robią moi kierowcy w Sarandzie, doskonale wie, o czym mówię!  


Ktoś mógłby zapytać – a gdzie jest policja? Policjantów oczywiście można spotkać w każdej miejscowości, ale ich zadaniem (szczególnie w sezonie) jest odblokować ruch i zapewnić jego płynność. Godzinne wypisywanie mandatów wcale w tym nie pomaga. Policjant raczej przypomni o obowiązku włączenia świateł albo zapięcia pasa i każe jechać dalej niż wypyta o dokumenty pojazdu czy wlepi karę. Choć w sezonie bywają zorganizowane odgórnie akcje wypisywania kar za wszystko, na szczęście trwają krótko.






Jeszcze kilka słów o tych nieszczęsnych światłach awaryjnych. O „sytuacjach awaryjnych” pisałam w poście na temat myślenia avash avash, ale światła te mogą być użyte także w sytuacji naprawdę awaryjnej. Pamiętajcie, że w małych miejscowościach, gdzie trudno o szybki dostęp do karetki pogotowia, kierowcy często, wioząc do szpitala chorą osobę, włączają światła awaryjne i pędzą do szpitala, nie patrząc na warunki drogowe. Takiemu pojazdowi zawsze ustępujemy, bo to może uratować komuś życie


Podsumowując - jak jeździć po Albanii? Sprytnie i z głową. Powodzenia!

wtorek, 31 grudnia 2019

Gëzuar Vitin e Ri 2020!



Wigilijne potrawy zjedzone, prezenty otworzone, rodzinne spotkania zakończone… Jeszcze tylko szalony Sylwester i koniec świątecznej atmosfery. Ale nie w Albanii!

Gdyby nie tragiczne trzęsienie ziemi w tym roku, Albańczycy bawiliby się już od końca listopada, kiedy przypada Święto Niepodległości, do początku stycznia, bo święta prawosławne są obchodzone według innego kalendarza. Świętuje się wesoło i wspólnie; z rodziną, przyjaciółmi i sąsiadami, a najważniejszym świętem jest Nowy Rok. To (podobnie jak Wigilia w Polsce) czas spotkań rodzinnych – do północy najbliżsi spędzają wspólnie czas w domu, a na zabawę do klubu wychodzą po złożeniu sobie życzeń i lampce szampana. Te dni to także przyjemny czas dla dzieci, które nie mogą doczekać się prezentów. Radosną atmosferę tworzą też śpiewy, muzyka czy fajerwerki.

Podczas gdy my myślimy jedynie o kreacjach sylwestrowych, w albańskich domach praca wre. Właściwie już od początku grudnia rozpoczynają się noworoczne porządki – każdy kącik musi być wysprzątany, nawet jeśli na co dzień dom jest sterylnie czysty. Wytrzepane dywany, wymyte okna czy wymienione meble to przede wszystkim symbol porządku i ładu w życiu oraz wejścia w nowy rok z poukładanymi sprawami. Jednak Albańczycy nie byliby sobą, gdyby sprzątali dom tylko ze względu na tradycję. Tutaj pojawia się, znana w każdym zakątku kraju, kwestia – „co ludzie powiedzą”. Pierwsze dwa lub trzy dni stycznia to czas wizyt i rewizyt wśród rodziny i znajomych, a najmniejszy objaw nieporządku jest plamą na honorze gospodarzy.

Noworoczne odwiedziny to także pretekst do „konkursu gościnności”, czyli „zastaw się, a postaw się” w wersji albańskiej. Zarówno w Sylwestra, jak i podczas kolejnych dni, stoły mają uginać się od najróżniejszych potraw i napojów, co zapewnia powodzenie na cały nadchodzący rok. Mięso i ryby w różnych rodzajach i postaciach; wymyślne, kolorowe sałatki z nietypowymi składnikami; słodycze i desery (króluje domowa, przygotowywana dużo wcześniej, bakława) – Albańczycy na niczym nie oszczędzają! Napoje też są ważną częścią noworocznego stołu, więc nawet u niepijących gospodarzy znajdą się różne marki alkoholi, soki, lemoniady itd. 

Co jeszcze można zrobić, żeby zapewnić sobie powodzenie w nadchodzącym roku? Koniecznie kupcie coś nowego do swojego mieszkania. Jako goście wchodźcie do mieszkania gospodarza prawą nogą. Jako gospodarze dopilnujcie, żeby waszym pierwszym gościem w styczniu był mały chłopiec. Gëzuar!

czwartek, 14 listopada 2019

CYKL - PANI KASIU... - "Czy tu jest zima?"








Zaraz zaraz, a gdzie jesień? Teoretycznie w języku albańskim mamy nazwy czterech pór roku, ale w mentalności mieszkańców wybrzeża funkcjonują tylko dwie – lato i zima. Październik to już nie do końca lato, bo wieczorami czuje się chłodną aurę, ale jeszcze nie zima, bo słoneczne dni nadal sprzyjają plażowaniu. W listopadzie nadchodzą pierwsze burze i to właśnie ten moment, kiedy miejscowi zaczynają zauważać oznaki zimy. Każdy Polak, słysząc narzekającego na dwadzieścia stopni Albańczyka, popuka się w głowę, ale zima to zima, nawet gdy temperatura nie spada poniżej zera i śnieg w regionie nadmorskim to rzadkość. Gdyby ktoś szukał prawdziwej zimy, nie musi jechać w wysokie góry – wystarczy znaleźć się kilkanaście kilometrów poza Sarandą w stronę przełęczy Muzina i już mamy zimę ze śniegiem i mrozem. Trzeba jednak przyznać, że w samej Sarandzie pogoda od listopada do marca jest naprawdę piękna (nieprzypadkowo okolica słynie z prawie trzystu dni słonecznych w roku!) i nawet okresowe deszcze nie psują nikomu humoru. 





Tym bardziej, że zima na południu Albanii ma kolor… zielony. Wystarczy kilka kropel deszczu po suchym i upalnym lecie, a przyroda natychmiast budzi się do życia. Zamiast spadających liści i przymrozków na wybrzeżu Morza Jońskiego znów robi się zielono, a niektóre rośliny ponownie zakwitają. Dojrzewają granaty i kaki, rozpoczyna się sezon na cytrusy i oliwki, rolnicy mają pełne ręce roboty przy zbiorach. Listopad to również czas wesołej zabawy na różnych rolniczych festiwalach. Na Riwierze w miejscowości Piqeras niedawno skończył się Festiwal Oliwek, a za dwa tygodnie odbędzie się Festiwal Mandarynek we wsi Mursi koło Konispola.





Kiedy na wycieczkach mówię o klimacie regionu południowego, zawsze w końcu pada nieśmiertelne pytanie – „Czym oni tu grzeją?”. I rzeczywiście, z tym mamy spory problem. Każdy mieszkaniec miasta marzy, żeby na zimę przenieść się do domku babci w jednej z uroczych, kamiennych wsi w okolicach Gjirokastry, bo tam zazwyczaj pali się w piecu drewnem. Kto nie ma takiej możliwości, dogrzewa się ciepłem z klimatyzatora (który w niczym nie pomaga przy chłodnym wietrze od morza) albo grzejnikiem elektrycznym. Zarówno stare, jak i nowe budownictwo niestety nie uwzględnia ogrzewania centralnego, dlatego na zimę warto się zaopatrzyć w wełniany sweter i grube, ręcznie robione skarpety sprzedawane masowo o tej porze roku przez starsze panie. Teraz już wiecie, co najbardziej polecam jako pamiątkę ze Starego Bazaru w Gjirokastrze! Do tego kubek gorącej herbaty z gojnika, tzw. herbaty górskiej, i zima nam niestraszna. Byle do 14 marca, czyli Dnia Lata („Dita e Verës”), ale to już inna historia…

niedziela, 27 października 2019

CYKL - SZKÓŁKA JĘZYKOWA - "Avash avash..."


 

 

 

Zaczynamy sympatyczny cykl „Szkółka językowa”, który ma na celu odczarowanie tajemniczego języka albańskiego. Moi Goście bardzo często pytają, czy ciężko się tego języka nauczyć. Zawsze odpowiadam, że albański sam w sobie nie jest bardzo skomplikowany, ale jego trudność polega przede wszystkim na mnogości dialektów. Mówiąc bardzo ogólnie – południe posługuje się dialektem toskijskim, a północ – gegijskim, ale to wcale nie jest takie proste, bo inaczej mówi mieszkaniec wybrzeża, inaczej – gór; inaczej - mieszkańcy Kosowa, inaczej – Albańczycy w Serbii czy Macedonii i tak dalej, i tak dalej. Dodatkową trudnością jest fakt, że język ten nie kojarzy się nam Polakom z żadnym popularnym językiem używanym w Europie, chociaż (podobnie jak polski) to język indoeuropejski. No cóż, nasze drogi rozeszły się dawno temu, a teorie o pochodzeniu języka albańskiego często zahaczają o kwestie polityczne, dlatego zostawię je językoznawcom. 

 

Albańczycy w stosunku do przyjezdnych są narodem bardzo kontaktowym. Nieznajomość angielskiego rekompensują życzliwością i chęcią dogadania się na inne sposoby. Młodsze pokolenie (szczególnie w miejscowościach turystycznych) oczywiście posługuje się angielskim, ale z osobami starszymi możemy mieć problem. Jednak nie ma potrzeby obawiać się braku zrozumienia. Zawsze powtarzam – nie jest ważny język, ważna jest komunikacja! A pierwszym krokiem jest na pewno kilka podstawowych słówek albańskich, co miejscowi bardzo doceniają. Zgodnie z zasadą, której nauczył mnie mój Tata – „gadaj bzdury, ale gadaj”, nie można bać się mówienia w obcym języku. Tym bardziej że Albańczycy chętnie pomogą, poprawią drobne błędy i nigdy nas nie wyśmieją, bo jest im bardzo miło, że ktoś jest ciekawy ich kultury. 

 

Zamiast powitań, liczb czy gramatyki na początek moje ulubione powiedzenie, bez którego nie da się zrozumieć albańskiej kultury i mentalności.

 

Avash avash”, „ngadalë ngadalë” (alb.)* czy „kadal kadal” (kos.)* to dosłownie „powoli powoli”, ale polski odpowiednik nie oddaje w pełni sensu tego wyrażenia. Mówiąc „avash avash” (z akcentem na drugą sylabę, przeciągając „a”) mamy na myśli – „powoli, spokojnie, bez stresu, na luzie, bez pośpiechu”. Kto zna chorwackie/serbskie/czarnogórskie itd. „polako polako” czy greckie „siga siga”, wie, że chodzi raczej o bałkański sposób myślenia.

 

Nie oznacza to (wbrew pozorom) lenistwa czy lekceważenia ważnych spraw ani tym bardziej życia bez żadnych problemów. Albańczycy mają sporo stresu w życiu codziennym, ale… nie są zestresowani. Receptą na przeciwności losu jest dobra kawa, spotkanie z przyjaciółmi, kieliszek raki czy widok na morze. Na południu docenia się proste przyjemności! 

 

W jakich sytuacjach używamy „avash avash”?

 

·   Na pytania „jak leci?”, „jak praca?” możemy spokojnie odpowiedzieć, że „avash avash”,czyli „bez zmian, spokojnie, nie ma nic nowego do opowiadania”.

·     Jeśli nie chcemy się z kimś poznawać bliżej ani tym bardziej wymieniać numerem telefonu, mówimy „hej, avash avash!”, czyli „hej, powoli, nie tak szybko!”. Możemy wzmocnić efekt i powiedzieć z oburzeniem (prawdziwym lub udawanym) „avash ti, avash”, czyli „ej ty, powoli!”.

·        Gdy ktoś blokuje nam drogę, stając na światłach awaryjnych i znikając w sklepie czy banku (klasyczna „sytuacja awaryjna”, o której wspomnę w innym cyklu), mówimy z uśmiechem do poirytowanego kierowcy lub pasażera – „avash avash”, czyli „spokojnie, to normalne, przecież ta minuta nas nie zbawi!”.

·   Kiedy ktoś mówi za szybko i nie jesteśmy w stanie go zrozumieć, wystarczy powiedzieć „avash avash, të lutem…”, czyli „proszę cię, powoli…”.

·      Jeśli martwimy się, żeby nasze dziecko nie zrobiło sobie krzywdy, oddalając się od nas, krzyczymy „avash avash!”, czyli „powoli, uważaj na siebie!”.

 

Przeciwieństwem „avash avash” jest „shpejt shpejt”, czyli „szybko szybko”, używane w normalnym kontekście, bo przecież nikomu na południu aż tak się nie spieszy. 


Uczestnicy moich wycieczek w poprzednich sezonach wiedzą, że każdy wyjazd rozpoczynam nieśmiertelnym „avash avash…”. Nie tylko po to, żeby już na wstępie zapoznać Gości z językiem albańskim, ale żeby każdy wczuł się w południowy, spokojny klimat i nie denerwował się niepotrzebnie drobiazgami, które przecież i tak nie popsują nam pięknych widoków  czy ciekawych spacerów. 


Dlatego gdy traficie na złośliwego kierowcę czy niemiłą panią w urzędzie, uśmiechnijcie się pod nosem i pomyślcie: „Avash avash… Przecież w życiu nie brakuje też miłych chwil!”.




(* alb. – słowo używane w Albanii, kos. – słowo używane w Kosowie)


 
Poniżej kilka podpowiedzi (nie zagłębiając się w skomplikowane kwestie) jak wymawiać trudniejsze głoski w języku albańskim. Schemat (w razie wątpliwości) będzie się pojawiał pod każdym postem z naszej szkółki językowej.


WYMOWA
ç – „cz”
dh – można wymówić „d”, ale poprawnie wymawiamy (ładny przykład podaje Wikipedia) jak w angielskim słowie this
ë – w środku wyrazu „y” lub nieme; na końcu wyrazu – nieme
gj – „dź”
nj –„ ń”
q – coś pomiędzy „ć” a „cz”; łatwiej wymawiać „ć”
sh – „sz”
th – można wymówić „t”, ale poprawnie (znów Wikipedia) podobnie jak w angielskim slowie think
x – „dz”
xh – „dż”
y – jak niemieckie lub tureckie „ü”
zh – „ż”